niedziela, 26 marca 2017

Moja kariera....

Powoli odpływa marzec, naznaczony szpitalnymi wydarzeniami. 
Jak bardzo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia przekonałam się przemierzając szpitalne korytarze, mijając oddział na którym niespełna dwa lata temu urodziłam Hanię. Wtedy, nabuzowani oksytocyną i adrenaliną nie czuliśmy z mężem smrodu szpitala, aury strachu, niepewności i bezradności jaka w nim mieszka. Tym razem nas nie ominęła... jedyne co zostawiliśmy narazie za sobą to smród szpitala... aura zamieszkała z nami i pomieszka jeszcze jakiś czas.... 
Dalsza droga edukacyjna Starszej powoduje, że często słyszę poranny śpiew ptaków. Ostatnie rozmowy z paniami w PPP pozbawiły mnie resztki złudzeń, że los Starszej obchodzi kogokolwiek poza mną. Ale czego spodziewać się po kraju w którym dzieją się takie rzeczy jak TUTAJ, a osoba na tym filmie zdiagnozowana jest jako "letko upośledzona". Kto jest więc średnio upośledzony? Bo ciężko to nawet nie pytam. Nie pytam też jak można było zostawić tych ludzi samych sobie i spokojnie spać oraz pobierać urzędnicze pensje za swoją pracę....
Żeby jednak nie pozostawić gorzkiego posmaku tego akapitu spotkaliśmy na swojej drodze osobę która nie tylko MOŻE nam pomóc ale także CHCE to zrobić. Chwała Panu za to, że jeszcze takie osoby na świecie są.  Starsza będzie miała możliwość rozwoju... ale jak z niej skorzysta i czy w ogóle to zrobi to pytanie za milion,  na które odpowiedzi nie zna w  tej chwili kompletnie nikt. 
Remontowe klimaty domu sprzyjają wiosennym porządkom. Wiek Hani zdecydowanie im nie sprzyja. Jestem więc w rozdarciu pomiędzy chęcią zorganizowania dziecku przestrzeni właściwej dla jego rozwoju a poświęceniem dziecku czasu koniecznego do jego dobrego samopoczucia i rozwoju :) Hania,  jako kobietka zdecydowana, wie jednak czego chce więc remont i porządki zostają zdecydowanie poza konkurencją przegrywając z książeczkami które ostatnio czytamy w ilości hurtowej. Ponadto Hania ćwiczy swoje zdolności plastyczne ozdabiając kolorowymi kredkami na przykład nudny stolik kawowy,  a ostatnio nabyte umiejętności lekkoatletyczne mobilizują mnie do poruszenia zastałych mięśni i przypomnienia sobie co oznacza słowo "biegać" :) Jej zainteresowanie światem, energia i radość jest moim paliwem :) Od porannego uśmiechu z nieodłącznym "cieść" i "ciś am" do wieczornego "paaaa" dzieje się tak wiele rzeczy, że komputer stoi odłogiem a wieczorne zmęczenie materiału zostawia energię jedynie na krótką modlitwę i zasłużony choć przerywany sen. Kariera mamy, pełna wyzwań i poświęceń, pochłonęła mnie w całości.... 

Dziękuję Wam za to,że ciągle tu bywacie choć nic się w tym miejscu nie dzieje... Za to, że wciąż otrzymuję od Was sygnały zainteresowania i wsparcia. Mamy czas przełomu więc spraw do natychmiastowego załatwienia nagromadziło się wiele ale ten nadmiar sytuacji stresowych  kiedyś się skończy... 
Tymczasem robię karierę... ;)

"Już zatwierdzony mój biznesplan
Wiem po co grac, co dzień się budzić
Ambicje niesłychane mam
Wychować ludzi chce na ludzi"
 
 DOBREJ NIEDZIELI!

czwartek, 23 lutego 2017

Dziękuję....

Wczoraj byłam na umówionym wcześniej spotkaniu w sprawie Starszej. Mając świadomość własnej bezsilności poleciłam się modlitwie wielu osób. Sama zresztą oddałam Starszą i jej sprawy Panu Bogu bo sama nic już nie potrafię zrobić. Jestem narzędziem w Jego ręku ... byłam od początku i pozostanę do końca... ale nie jestem w stanie sama przeskoczyć wielu przeszkód. 
Spotkałam się z wielką życzliwością...
Zostałam zapewniona o dobrej woli...
Jak na skrzydłach poleciałam zapisać się na kolejne badania i orzeczenia jakie Starszej trzeba pozałatwiać.... 
wiem, że to dopiero pierwszy krok i nie nastawiam się na drogę prostą, łatwą i przyjemną  bo z doświadczenia wiem, że nigdy taka nie jest.  
Ale jestem silniejsza więc łatwiej mi się idzie 
Dzięki Wam 
Waszemu wsparciu modlitewnemu i życzliwym myślom tych niewierzących... 
Dziękuję Wam wszystkim i polecam się jeszcze w najbliższej przyszłości...:)
Obiecuję także wzajemność... dawajcie tylko znać...
 

poniedziałek, 20 lutego 2017

Ścieżka kariery....

W piątek Starsza przyniosła ze spotkania z panią doradcą zawodową ściezkę swojej kariery zawodowej. 
Pani doradca zawodowa od pół roku prowadzi dla klas trzecich gimnazjum spotkania "doradzające". Na tych spotkaniach wypełniane były różne testy, które owa pani doradca zbierała i mniemam, iż miały one być materiałem do analizy i ewentualnego doradzenia w temacie zawodowym. 
Starsza jest uczennicą klasy integracyjnej. Posiada opinię o dostosowaniu wymagań z opisem schorzeń na jakie cierpi. Pomimo tego oceny Starszej obecnie oscylują głównie w kategorii jedynkowej.
Piątkowe spotkanie było spotkaniem indywidualnym. 
Pani doradca przyszła przygotowana. 
Rozpisała Starszej karierę cukiernika rozpoczynając od informacji, że Starsza oto ma na świadectwie
ocenę z matematyki - 3 
ocenę z polskiego - 4 
ocenę z angielskiego - 3
już w tym momencie dalsza jej praca była naciąganiem i stratą czasu własnego i Starszej.
Praca cukiernika wymaga również nieco precyzji a Starsza nie potrafi postawić prostej kreski od końca do końca linijki. Mając tak obniżone napięcie mięśniowe i nadwagę (a właściwie otyłość), już na pierwszy rzut oka.. wizualnie i logicznie... widać że jest to kariera trafiona kulą w płot.
Na koniec pani podała numer telefonu i nazwisko pani, które okazało się od półtora roku nieaktualne.
Nie będę wyrażać się i mówić co sądzę o pracy tej pani. 
W piątek przeżyłam załamanie nerwowe bo naprawdę naiwnie liczyłam na pomoc i nakierowanie co mamy dalej robić. 
W niedzielę wykonałam kilka telefonów. 
Dzisiaj umówiłam się na pierwsze spotkanie w jednej ze szkół.
Dzisiaj tez pojadę po dokumenty do orzeczenia niepełnosprawności. Poprzednie skończyło się trzy  lata temu ale było mi tak zupełnie do niczego nieprzydatne, że zaniedbałam. Poprzednio już zresztą był problem z jego uzyskaniem albowiem padaczka nie jest schorzeniem, dla szanownej komisji, wartym pochylenia. Cała reszta, czyli FAS, niedoczynność tarczycy czy brak koncentracji uwagi to nawet nie bierzemy pod uwagę, ponieważ to nie schorzenia a fanaberie. O działalności tych komisji zresztą polecam post Marzeny Erm. (ZAKŁAD UZDROWIEŃ SPOŁECZNYCH) Może choć trochę pomoże Wam to zrozumieć dlaczego tak niechętnie podchodzę do tego zadania. 
Powoli podnoszę głowę i zaczynam działać. 
Nie wiem nadal co zrobić. Nie wiem w jakim kierunku pójść. 
Proszę Was o modlitwę, żeby mnie Duch Święty poprowadził. 
Starsza MUSI skończyć przynajmniej szkołę zawodową. To mój priorytet na dziś. I w ogóle nie myślę co dalej.... przyjdzie czas będzie rada. 
Muszę na razie przekroczyć ten próg, który okazuje się być na wysokości mojej brody, i na razie zupełnie nie wiem z której strony do niego podejść....   

niedziela, 19 lutego 2017

Nić w kołowrotku....

Aż trudno uwierzyć, że ciągle ktoś jeszcze tu zagląda.
Wpadłam na chwilę, otworzyłam okna, dmuchnęłam w zwały kurzu które tu zalegają.
Odkurzyłam kanapę i włączyłam ogrzewanie...
nie wiem czy mam siłę na spisywanie wydarzeń które w naszym życiu się dzieją... ale dzisiejszy wieczór postanowiłam spędzić właśnie tutaj...
Hania jest najmilszym tematem więc od niej zacznę. Skończyła dziewiętnasty miesiąc życia i jest cudownym dzieckiem. Porozumiewa się z nami używając podstawowych słów i fascynujące jest to, że mając zasób tak ograniczony potrafi już:
- z każdym się porozumieć
- manipulować otoczeniem
- wymóc wszystko czego chce
- pożalić się otoczeniu w przypadku jeśli cokolwiek dzieje się nie po jej myśli;)
Starsza ma totalny regres którego nie potrafimy zatrzymać. Od kilku dni podnosimy dawki leków i włączamy Eutyrox.
Kończy gimnazjum i trzeba popchnąć ją w kolejną ścieżkę życia. 
Nie umiem dostrzec tych ścieżek, w które ewentualnie można by ją pchnąć a wypatrywanie ich zabiera mi spokój i powoduje bezsenne noce. 
Młodszej zmieniamy rehabilitację i powoli zaczynamy tracić wiarę w powrót sprawności nerwu twarzowego. Nie pomaga mi to zasnąć... 
Funkcjonowanie w korporacji zjada resztki naszego spokoju domowego.
Nieustanny ból głowy powodowany zmartwieniami zadomowił się w moim życiu na dobre.... 
Oglądając program "Domowe rewolucje" rozważam wysmażenie zgłoszenia. Że trzeba zrobić strych bo przecież nie wiadomo czy kiedykolwiek dziewczyny wyjdą z domu. I wtedy uświadamiam sobie że jest taka opcja i robi mi się niedobrze ze strachu i bezsilności. Odechciewa mi się zgłoszeń i remontów.
I jedyne czego pragnę to...  

Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam
Na pierwszej stacji, teraz, tu!
Już nie chce z nikim ścigać się, z sił opadam
Przez życie nie chce gnać bez tchu 
 
Bo życie przecież po to jest, żeby pożyć
nim w kołowrotku pęknie nić...

czuję, że moja jest już mocno nadwyrężona...  muszę ją trochę poluzować... tylko nie znam sposobu jak to zrobić...

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Jeszcze stoję...

Patrząc na biel śniegu skrzącą się w mrozie wszystko wydaje się być niewinne i czyste jak ta biel.
Nic bardziej złudnego
krążące wirusy powaliły nie tylko nas wszystkich ale i Małą, która przeżyła pierwsze zapalenie oskrzeli w swoim króciutkim życiu. Leczona antybiotykiem, zamknięta w domu, kaszląca i zaflegmiona, nie bardzo wie jak w tych nowych, niekomfortowych warunkach się odnaleźć.
Ferie starszych dziewczyn to głównie nieróbstwo przeplatane wypadami na zakupy spożywcze albo wizytami u lekarza. Zdecydowanie nie są to wymarzone ferie.... ani dla nich ani dla mnie...
Tygodniowa wizyta bliskiej osoby, wypełniona była trudnymi tematami...
które nie skończyły się do dziś

Jakoś ten rok nienajlepiej się zaczął.

Ale na szczęście jest końcówka stycznia 

Kontrola Ali w Warszawie wypadła pomyślnie,
Hanka zdrowieje i jak tylko smog opadnie i zacznie być widać podwórko to może wreszcie wyjdziemy z domu,
Bliska osoba wyprowadziła się z toksycznego otoczenia i mam wielką nadzieję że zacznie powoli wracać do siebie.

O tych prawdziwych zmartwieniach nawet nie mogę tu napisać... są zbyt poważne...
już martwi mnie marzec. 
czerwiec też nie jawi się w kolorowych barwach.... 

Przepraszam, że Was nie odwiedzam. W tych wolnych chwilach, w których akurat nie zajmuję się kimś chorym, nie toczę przez telefon reanimujących rozmów, nie szukam w necie opinii o szpitalach... po prostu śpię :(  
    
Stojąć w tej oślepiającej bieli i trzaskającym mrozie, ledwo widząc trzymam w zgrabiałych rękach lejce swojego życia .... i jedyne co mi pozostaje to za nie szarpnąć i zawołać.... Och ty kapryśny roku 2017..... nastąp się.... 

Ale jeszcze stoję...

sobota, 31 grudnia 2016

Ostatni dzień roku....

Święta przemknęły równie szybko jak stopniał wigilijny śnieg. Za chwilę przeminie Sylwestrowa noc i zacznie się kolejny rok z reszty naszego życia. Niedługo też minie kolejna rocznica istnienia tego miejsca i zapewne o niej znowu zapomnę a więc już dziś chciałam Wam wszystkim podziękować za Waszą obecność. Patrzę na to miejsce z perspektywy czterech minionych lat. Zmieniło się w moim życiu wszystko. Nie waham się powiedzieć że założenie tego bloga to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Gdyby nie to miejsce nie byłoby w moim życiu Hani. Chyba nic więcej nie muszę dodawać. Dziękuję tym, którzy byli ze mną od początku i zostali do dziś. Tym, którzy przyszli w trakcie i się zadomowili. A przede wszystkim jednak dziękuję wszystkim komentującym... za każdy komentarz i każde słowo wsparcia, podniesienia i zrozumienia jakie od Was otrzymałam. Zawsze starałam się na każdy komentarz odpowiedzieć, bo każdy komentarz traktowałam jak krótką rozmowę.... osobiście i indywidualnie...   
Cóż chciałabym sobie i Wam życzyć na nowy rok? 
Żebyśmy zdrowi byli, kasa nam się zgadzała a dzieci tramwajów nie czepiały! :D 
Sukcesów w zdobywaniu szczytów wzorem Haneczki :) 



 
Oraz wspaniałej sylwestrowej zabawy! Bawcie się dobrze! 
I do siego roku kochani!

 

sobota, 24 grudnia 2016

Święta, święta...

Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą! W dobrych radach, w dobrym bycie, wspieraj jej siłę swą siłą. Dom nasz i majętność całą i wszystkie wioski z miastami.
A Słowo Ciałem się stało i mieszkało miedzy nami!



Chociaż tak trudno czasem znaleźć tą iskrę radości w naszym życiu, to jednak zawsze warto się starać o jej wzniecenie. Niech Boże Dziecię napełni Was i Wasze domy pokojem i radością. Niech swoim przyjściem na świat wniesie w nasze serca miłość małżeńską, rodzicielską ale i tą najgłupszą, zupełnie bezinteresowną.
I nie tylko na te Święta, ale na cały kolejny rok i na całe życie... :)

RADOSNYCH ŚWIĄT KOCHANI!

środa, 21 grudnia 2016

Przedświatecznie....

Radość z oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia jest u mnie skutecznie tłamszona. Poczynając od zupełnie podstawowych spraw tj. zwykłe, codzienne zakupy i walka z ilością ludzi jaka  w związku z przedświąteczną gorączką zakupową nagle się w sklepach objawiła. Poprzez wirusa rządzącego naszym domem od ponad tygodnia i obawie o zdrowie Najmłodszej  Aż do troski o jedną z najbliższych osób w moim życiu, która spędzi te Święta samotnie, smutno i tak daleko od domu, że płakać nam się wszystkim chce. Osoba, która od kilku lat przeżywa gehennę, o której postanowiła opowiedzieć dopiero w ostatnich dniach a my nie jesteśmy w stanie zrobić NIC oprócz wsparcia słowem. Od kilku lat dzieje się źle w tamtej rodzinie. X nigdy się nie skarżył. Widzieliśmy podczas krótkich rozmów i spotkań że to nie jest ten sam człowiek... że jest smutny, zgaszony i pozbawiony energii do życia. Przeżywa koszmar o jakim nie mieliśmy pojęcia.
Nie wiem jak mam cieszyć się na te Święta.
Nie wiem jak zgasić to poczucie paniki i troski o X jakie siedzi w moim sercu.
Mogę jedynie, jako KATOL wypie...alać do Kościoła, co z chęcią obrażenia mnie i mojej rodziny zostało wywrzeszczane przez poprawną, dobrze ustawioną życiowo, zrobioną na 'bóstwo" panią w średnim wieku.  Tak to właśnie wygląda, kiedy "bóstwem" staje się pieniądz, kosmetyk, ciuch z dobrego butiku. Takiemu człowiekowi obce są wartości nie dotyczące ciała. Ciała, które pomimo tej codziennej atencji jest pokiereszowane, obolałe a wiek średni w żaden sposób nie jest zatuszowany, szczególnie kiedy perfekcyjnie wymalowane usta wykrzywiają się w pogardzie i wychodzi z nich takie robactwo. Zawsze uważałam, że owszem należy o siebie dbać, ale są pewne naturalne procesy które przyjmować należy z godnością. Z godnością też można się różnić. 
To co było chęcią obrażenia nas jest dla mnie czymś co mnie bardzo cieszy.  NIGDY z tą osobą nie rozmawiałam o mojej wierze. Nigdy nie proponowałam jej nawrócenia ani nie opowiadałam o tym co Bóg w naszym życiu zrobił. Jej atak świadczy o tym, że pomimo iż NIC o Bogu nie mówimy słowami to jednak takie osoby jak ta pani "razimy" swoim przykładem. 
Żeby było jasne, nigdy o tej Pani nie powiedzieliśmy złego słowa. Nie była nawet obecna w naszym życiu na codzień. Nie mieliśmy pojęcia co się dzieje u X więc nie mieliśmy nawet żadnego powodu aby myśleć źle ani o tej Pani ani o Jej córce.  
Z radością pójdę do Kościoła i spędzę godzinę modląc się na Mszy Świętej. 
Szczególnie mając świadomość że są tacy, którzy tą godzinę (a nawet kilka godzin dziennie) spędzą w toalecie swojego domu, wcierając w siebie kremy, pudry i godzinami malując cienie i kreski nad oczami. Każdego dnia. Po to aby wyjść z domu wyrzucić śmieci i pójść kupić chleb, wydając się obcym i zupełnie nie zainteresowanym ludziom, jaka jestem piękna. Następnie wieczorem godzinę to wszystko z siebie zmywać i kolejną godzinę wcierać chemikalia mające na celu poprawić degradację tego, co sprawiały przez kilka ostatnich godzin chemikalia mające tworzyć ową "piękność". 
Świat oszalał.... to jest jedyna konkluzja jaka w ostatnich dniach przychodzi mi do głowy... w świetle polityki, wojen, zamachów.... ten świat oszalał a poziom jego rozpędzenia i kierunek w jakim zmierza jawi mi się jedynie jako jego KONIEC...
takie to przedświąteczne radości u nas. 
mam nadzieję że u Was zdecydowanie lepiej....

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Piernikowe atrakcje... + aktualizacja...

W poprzednim poście zachowałam dla potomnych jedną radę dotyczącą sprzątania. A mianowicie, że jeśli robisz to raz na trzy lata - efekt jest piorunujący. Dziś zamierzam do tamtej rady dodać jeszcze jedną, tym razem będzie dotyczyć pierniczków. 
Pierwszy raz w życiu robiłam pierniczki.... naprawdę! Nigdy nie lubiłam ciasta piernikowego. Nie miałam też nigdy artystycznych zapędów do dekorowania a dziewczyny absolutnie nie naciskały na ten rodzaj rozrywki. A tak naprawdę powodem omijania tematu piernikowego był po prostu brak czasu. Kiedy pracowałam, Wigilię przygotowywało się w dzień Wigili i były to tylko potrawy absolutnie podstawowe. Teraz nieco zmieniła się moja sytuacja a więc pierniki zaświtały w mej głowie. 
Zdobywszy przepis..... nabywszy niezbędne  ingrediencje, łącznie z barwnikami do lukru i ozdóbkami, zabrałam się do pracy. Rozpuściłam podane w przepisie składniki i zdziwiłam się tylko troszkę, że to taka bomba kaloryczna. Dopiero, kiedy  zaczęłam łączyć składniki suche z mokrymi, a ciasto zamiast lepić się pięknie w kulkę wciąż przypominało zupę, zaczęłam drążyć przepis. Przeczytałam go kilkukrotnie zanim się zorientowałam..... 
o zgrozo... 
okazało się, że 1 k w przepisie nie oznacza jednego kilograma masła a jedną kostkę!   
cóż... nie wpadłam na to.... :) 
moja pierwsza myśl... wywalić to wszystko i zrobić ciasto na nowo... 
ale skąd wezmę kolejne pół kilograma miodu? a bez miodu piernik jakby zupełnie nie pasuje.. :) 
zaczęłam ratować 
podzieliłam zupę na pół.
 

Do jednej dosypywałam mąki, sody i jajek tak długo aż zaczęła konsystencją przypominać ciasto, wylałam na blachę i wyszła piękna blacha ciasta maślano-piernikowego z przewagą maślanego :) 





do drugiej połowy zupy, dosypywałam mąki, sody i jajek tak długo aż zaczęła przypominać kulkę :) Wypiekłam z tego 60 ciastek maślano-piernikowych z przewagą maślanych :) Starsza w dekoracjach preferowała kropki... Młodsza mazy.... a Najmłodsza przespała całą imprezę :) Fajnie było :)

Zachowuję dla potomnych nie dlatego aby pochwalić się swoją, wyjątkową zupełnie ignorancją w czytaniu przepisów, ale dlatego, że i owo ciasto i owe pierniczki są zupełnie unikatowe. Nikt, łącznie ze mną, nie zna na nie dokładnego przepisu bo tworząc te dzieła sypałam wszystko "na oko" :) 
a jak brzmi przedświąteczna rada? 
Nigdy nie zmieniajcie w połowie pracy zdania na temat podstawowy... jeśli robicie ciastka maślane - róbcie... jeśli piernikowe - róbcie piernikowe... łączenie tych przepisów nie jest najlepszym pomysłem :))) 
Ciekawe jakie jeszcze przedświąteczne niespodzianki nas czekają :) 


AKTUALIZACJA
a tutaj fragment z bloga Agnieszki, mamy Dzielnego Franka ...
ja się włączyłam... 
zachęcam!

Na zakończenie tego wpisu jeszcze jedna sprawa.
Wiem, że tu zaglądają sami dobrzy ludzie, dlatego odważę się Was o coś poprosić. Pamiętacie jak prawie dwa lata temu pisałam tu o cierpieniu małego Kordusia? Chłopca, który urodził się jako zdrowe dziecko - biegał, łobuzował, aż w okolicach 3 roku życia coś zaczęło się zmienić - Korduś zaczął się potykać, by z czasem stracić umiejętność chodzenia, siadania, mówienia. Gdy go poznaliśmy w czasie jednej z hospitalizacji Frania w klinice na Litewskiej w Warszawie, był kłębkiem bólu. Wtedy jeszcze wszyscy sądzili, że to efekt zapalenie mózgu. Dziś wiadomo, że to choroba genetyczna, która manifestuje się tak późno - wadliwy gen VAC 14. Jedyny taki przypadek na świecie. Korduś jest w pełni świadomy, wszystko rozumie, nie jest w stanie zapanowac nad dystonią szarpiącą jego ciało. Widziałam to, słyszłam jego płacz... nie potrafię Wam nawet opisać cierpienia tego dziecka. 
Kordian ma szanse na leczenie w USA. Jego rodzice to fantastyczni młodzi ludzie, którzy błagają o pomoc dla swojego dziecka. Proszę Was i ja. Jeśli jeszcze nie znaleźliscie pomysłu na sensowny prezent świąteczny, lub sposobu, by podziękować za dobry rok, za zdrowie Waszych dzieci, pomóżcie Kordianowi. Jest nas tu tak wiele - niech każdy wpłaci choć po 5 zł... 
Co rok proszę Was przed świętami o pomoc dla jakiejś naszej znajomej rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem, która znalazła się w dramatycznym położeniu. Nigdy nie zawiedliście. Proszę więc i w tym roku dziękując Wam jednocześnie za wielkie serducha, za cierpliwość dla moich próśb i dziękując z góry za pomoc dla Kordusia.




piątek, 16 grudnia 2016

Pełnia szczęścia...

Nie kupisz szczęścia, ale możesz kupić nowe buty, czy to nie to samo? znaleziona na facebooku złota myśl wbiła mnie w zamyślenie na dłuższą chwilę.
Król Julian jako najlepszy prezent na Święta przemknął przed moimi oczami wyobraźni wyjadając czekoladki z milkowego kalendarza adwentowego, który to promuje, tak modne ostatnio hasła, rodzinnego świętowania. zastanawiam się także, kiedy Cocacolowe "coraz bliżej Święta" stały się elementem Świąt tak nieodłącznym jak polsatowski "Kevin sam w domu". I skąd ja to wszystko wiem? Gdzie ja te wszystkie informacje łapię i chłonę skoro na facebooku spędzam pół godziny dziennie a telewizor w naszym domu włączany jest raz na kilkadziesiąt dni.
Z przerażeniem też zastanawiam się, ileż informacji chłonie młodzież spędzająca w sieci wiele godzin dziennie.
Na Święta czekam z radością
Ale nie na te polsatowskie, cocacolowe czy milkowe. Nowe buty kupuję wtedy, kiedy stare zaczynają przemakać i zupełnie nie wiążę ich z bożonarodzeniową radością. Nie wykupuję też sklepów jakby po Świętach miał nastąpić wielki głód.
Z radością jednak zapalam świeczki na skleconym z otrzymanych od ystin świeczników kalendarzu adwentowym.
Z radością wyszorowałam łazienkowe kafelki i kuchenne szafki. A jeśli ktoś chce mieć taką satysfakcję ze swojej pracy jak ja polecam robić generalne porządki raz na trzy lata. Efekt jest powalający ;) Dwa ostatnie lata nie skakałam po drabinach ponieważ najpierw Hańcia była w brzuchu a następnego roku maleńka przy piersi:)
Z wielką radością pozamiatałam z podłogi pierwszą stłuczoną przez Najmłodszą bombkę :) 
Moją radość burzy jedynie infekcja tocząca obie starsze dziewczyny... ale mam nadzieję, że w końcu wyjdziemy na prostą 
Poniżej moja córeczka w pełni szczęścia...buszująca w szufladzie pełnej skarbów....:D

Udanych świątecznych przygotowań... :)