niedziela, 16 kwietnia 2017

Kosmicznie...

Każde kolejne Święta są u nas okazją do spotkań rodzinnych. Nie inaczej było dziś. Mam takie wrażenie, ze świąteczny stół anuluje wszystkie niesnaski, jakie w rodzinie są chyba nieuniknione, a także resetuje czas. Czas, którego wartość rośnie z roku na rok. Im starsi jesteśmy, tym bardziej doceniamy ilość ludzi przy świątecznym stole i to, że ten wyjątkowy czas jest nam dany. 
Hania jest oczywiście maskotką rodzinną i najjaśniejszym punktem w naszym życiu :) Jako prawie dwuletnia dziewczynka jest bowiem gejzerem energii, a jej ciekawość świata jest kosmiczna :) Jak mała rakieta biega, skacze, śpiewa, maluje, buduje a w  międzyczasie opiekuje się swoją ukochaną Zuzią :)
Kosmiczne jest również moje zmęczenie....
Zmęczenie generowane jest przez moje starsze gwiazdy, na których ekscesy zupełnie nie byłam przygotowana. Nie wdając się w szczegóły powiem tylko ogólnie, że obcowanie z dziećmi z zaburzeniami przypomina spacerek na polu minowym. Wiesz już co ci grozi....wiesz, że może nastąpić ... ale nie znasz momentu, w którym wybuchnie i nie wiesz w co cię rąbnie... 
Moje życie jest ostatnio jednym wielkim wybuchem. Oberwałam tyle razy, że mam ochotę usiąść i nie wstawać nigdy więcej. Jakby zabrakło mi rąk i nóg do oderwania...Czasem zwyczajnie zazdroszczę tym ludziom obok mnie, idącym po normalnej drodze, gdzie największym niebezpieczeństwem jest wdepnięcie w śmierdzące gówienko, łatwo schodzące z podeszwy buta i będące jedynie małą przeszkodą w ogólnym dążeniu naprzód.
Ale jest jak jest 
godzę się z tym 
nie użalam się nad sobą 
czuję jedynie zmęczenie.... 
zmęczenie spowodowane życiem w ciągłym napięciu
zmęczenie generowane przez ciągłą niepewność
zmęczenie materiału napiętego od lat do granic możliwości i ciągle rozciąganego więcej i więcej... 
ile wytrzyma zanim pęknie?
kiedyś się dowiem...
tymczasem zapadam się w sen.... przytulając do siebie ciepłe, małe, słodkie ciałko mojej kosmicznej ładowarki, zbieram siły na kolejny dzień... 
liną cumowniczą jest mi różaniec... dzięki niemu utrzymuję się na powierzchni...
Niech te Święta Zmartwychwstania Pańskiego napełnią nas wszystkich siłą i nową nadzieją...
Świętujmy kochani... niech życie zawsze zwycięża....:) 
  

19 komentarzy:

  1. Czasem i zdrowe dzieci potrafia dac tak popalic, ze czlowiek nie wie, co dalej i czy kiedykolwiek z tego wyjdzie. To "uroki" rodzicielstwa, problemy wychowawcze sa w nie wprogramowane. Spoko, Hania tez kiedys do tego dorosnie.
    Zycze Wam sil do pokonywania przeszkod.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bylebym dożyła... :) jak wcześniej nie dostanę jakiegoś wylewu krwi do mózgu z powodu ciśneinia jakie fundują mi starszaki :)
      Buziaki kochana :****

      Usuń
  2. Bywa też, że człowiek sam sobie przygotuje zawirowania. Niechcący nawet. Wszystkiego dobrego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaaa...sama sobie niechcący zafundowałam takie życie :) mam przyjaciółkę, która zawsze twierdziła że szczęśliwe życie gwarantują trzy psy i zero dzieci... a wystarczyło jej posłuchać ;)))
      pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Życie nie jest łatwe, nosimy na ramionach wielkie brzemiona, tylko jedni o drugich nie wiedzą...A różaniec jest niezastąpiony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wyobrażam sobie swojej codzienności bez różańca... to moja linka ratownicza... :)

      Usuń
  4. Trzymam więc kciuki, pamiętam w modlitwie.
    Dobrze, że jest Hania, to Wasze Światełko i moc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hania utrzymuje mnie w ryzach.... w przeciwnym razie już bym chyba zwariowała....
      dziękuję za modlitwę :*****

      Usuń
  5. Tak, niestety, znam podobny ból i bezgranicznie Wam współczuję. Taki los, taki krzyż.
    Jednak wartość relacji rodzinnych wiele w takich razach znaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. errato... tak mi przykro, że to znasz... że wiesz o czym piszę...
      Uściski świąteczne :***

      Usuń
  6. Ściskam najmocniej. Dobrze, że są takie jaśniejsze chwile.

    Zrozumiałam kiedyś, że - tak jak pisze Basia - każdy niesie swój krzyż i trud, choć czasem tego nie widać. Co nie zmienia faktu, że na niejedną osobą patrzę z podziwem najwyższym. W tym na Ciebie, na Was.

    Slę moc serdecznosci, wiesz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też już rozumiem, że krzyż każdego z nas jest tak samo ciężki...czasem jednak miewam pokusy żeby bagatelizować ciężary innych. Walczę z tym ... :)
      i na wiele osób również patrzę z podziwem!
      sami jednak do tej grupy wzbudzającej podziw się nie zaliczamy kochana... ;)
      Uściski najserdeczniejsze :****

      Usuń
  7. Jak dobrze, że masz malutką, cieplutką ładowareczkę o tak ogromnej mocy!
    Uściski i całus dla maleństwa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najogromniejsza moc! :) mam wrażenie że ładuje siły dobrych kilku osób wokół niej :)
      Odściskujemy z Haneczką :) :******

      Usuń
  8. miła niespodzianka na świątecznej łączce,

    to tak żartobliwie....
    wspieram w modlitwie...., to już na poważnie.
    pozdrowienia emko, sił poświątecznych....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. roześmiało mi się przy tej niespodziance ;)))
      modlitwa potzrebna od zaraz... w dużych ilościach... jutro zaczynamy egzaminy :/
      :***

      Usuń
  9. Założę się, że wielu czytelników tego bloga będzie pomagać Ci dźwigać ten Twój Krzyż poprzez polecanie Waszej rodziny w codziennych modlitwach. I tego Ci emeczko życzę, trzymaj się dzielnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czuję to zawsze kiedy proszę o modlitwę ... wsparcie jest ogromne! :)
      aż nie wiadomo jak dziękować... więc odwdzięczam się tym samym :) :***

      Usuń
  10. Trochę spóźnione będą te moje życzenia, ale szczere.
    Niech się prostują ścieżki, niech się rozjaśnia mrok, niech Wszechwiedzący spojrzy łaskawym okiem.
    Przytulam myślami.

    OdpowiedzUsuń